“NOWA JADŁONOMIA” Marty Dymek – i moja rodzina nie potrzebuje mięsa.

with Brak komentarzy

W końcu kupiłam “NOWĄ JADŁONOMIĘ” Marty Dymek

I jak z każdą nową książką z przepisami – usiadłam i zaczęłam przeglądać strona po stronie. Obok sklerotki, by zaznaczyć przepisy, które pójdą na pierwszy ogień. I tu pojawił się problem. Zbyt trudny wybór. 

Czasami korzystam z przepisów Marty Dymek z jej bloga Jadłonomia. Dlatego kupiłam tę książkę. I nie mogę się oderwać (szkoda tylko, że litery takie małe 🙂 – dla mnie to jedyny, ale poważny minus tej książki – zbyt mały druk.

Ta książka to inspiracja, jak swojską włoszczyznę i inną łatwo dostępną zieleninę zamienić w dania z kuchni z całego świata. Jeżeli  waszą szufladę z przyprawami wzbogacicie kilkoma orientalnymi przyprawami – przygotujecie cuda.  

ŚNIADANIE

Nie lubię słodkich śniadań. Nie dla mnie są granole, owsianki czy naleśniki. A tu, oprócz tych słodszych dań na początek dnia, autorka proponuje: musztardową pastę z dyni, smalec z porów i gruszek, tapenadę z fig i oliwek i śniadaniowy dal z soczewicy! Po takim pierwszym śniadaniu wytrwam do drugiego.

I DRUGIE ŚNIADANIE

A wtedy z rozdziału Małe dania przygotuję np. roladki z bakłażana ze spaghetti, pietruszkę po tunezyjsku albo meksykańską surówkę z łodyg brokuła. Tę ostatnią będę karmić moją rodzinę często – zero waste, cały brokuł wykorzystany. A dla mnie, zamiast brokuła, którego nie cierpię, będzie koreańska mizeria!

ZUPA

Kolej na zupy. Miejsce pierwsze – zdecydowanie sycylijski krem z bobu. Szkoda, że dopiero kwiecień i na bób, taki nasz, trzeba jeszcze poczekać. A do tego czasu zrobię rodzinie żurkowy krem z selera albo krem z pietruszek z tahiną. Bardzo kuszą mnie dwie zupy pho i tom kha. Muszę tylko uzupełnić spiżarnię, bo jak pisze autorka, nie warto tu niczego pomijać.

DRUGIE DANIE

Moje chłopaki bardzo lubią szwedzkie klopsiki – te mięsne. Ja na obiad podam im wegańskie z żurawiną. Na zdjęciu wyglądają jak te z IKEI. Następnego dnia będzie curry dla wiecznie głodnych chłopaków, a potem indyjski falafel. I wtedy wkroczy mój starszy syn. Przygotuje z pewnością mięso: bo tyle wegańskich obiadów pod rząd to już przesada!  

A NA DESER …

bajaderki ciecierzycowe! Ciastko mojego dzieciństwa, nazywane przez moją mamę przeglądem tygodnia. Zdarza się, że w napadzie podłego nastroju kupuję bajaderkę. Słodycz wychodzi uszami, starcza jej do kolejnego kryzysu. A do podłego nastroju dołączają się wyrzuty sumienia. Ale teraz przygotuję bajaderkę z ciecierzycy – samo zdrowie i kalorii trochę mniej

A przed spaniem, po całym dniu pysznego jedzenia wypiję koreański napój z prażonego ryżu. Albo co innego, w książce ciekawych napojów jest kilka.

Jak chcecie ograniczyć mięso, ta książka z pewnością Wam pomoże. 

 

 

 

Zostaw Komentarz